Co my tu robimy?!

The Sense of Bangkok, to nasz odbiór i opis stolicy różnorodności, kontrastów, miasta aniołów, miasta duchów, miasta które nigdy nie zasypia, miasta atakującego zmysły, miasta które jest jak żywioł... zapraszamy 🙂 

Z Tajlandią jestem związany od 12 lat, a przeprowadziłem się do jej stolicy dwa lata temu. Jednak momentem i miejscem kluczowym była... Moskwa.
W 2008 r. wyjechałem do Rosji w celu zdobycia wiedzy i rozpoznania rynku wschodniego. Był to rok światowego kryzysu ekonomicznego, a w polskiej Izbie Gospodarczej przy ambasadzie panował marazm. Jedynym pomysłem na jakiś interes, był transport towarów na daleką prowincję pod kołem podbiegunowym. Poza zdobywaniem doświadczenia i poznawaniem "osobliwej" kultury mieszkańców Moskwy, studiowałem rosyjski w Instytucie językowym im. Aleksandra Puszkina. Na zajęcia nie miałem daleko, mieszkałem na 11 piętrze kombinatu, a do budynków gdzie prowadzone były zajęcia lekcyjne, prowadziły długie, szerokie, marmurowe korytarze. Czas dotarcia do klasy z pokoju akademika, zajmował ok. 10 min, nie mało. Ale do rzeczy, co ma Moskwa do Bangkoku?

Otóż, w każdy piątek w stołówce Instytutu odbywały się imprezy studenckie. "Disco Stalowaja" odżywała (dyskoteka na stołówce), napędzana alkoholem i energią międzynarodowej braci studenckiej. Tego dnia tygodnia liczyła się jedynie zabawa. W akademiku mieszkało ponad 1500 osób z całego świata. Jak to na studiach filologicznych 90% stanowiły dziewczyny, dziewczyny i ja... jakby to powiedzieć... wpadłem jak śliwka w kompot 😆 I tak pod koniec jednego z wieczorów, około 4 rano, schodząc z parkietu, zobaczyłem oddalony stolik przy którym siedziała dziewczyna która pare tygodni wcześniej zwróciła moją uwagę swoją nietypową urodą. Postanowiłem podejść i zapytać czy wyszłaby ze mną jutro na jakiś koncert "na mieście". Jej odpowiedź bardzo mi zaimponowała, "Jak będziesz trzeźwy to jutro zadaj mi to pytanie" odpowiedziała. "Rozsądnie" pomyślałem. Następnego dnia poszliśmy na koncert. Nocny spacer po zaśnieżonej Moskwie i pierwszy pocałunek przy wejściu głównym więzienia śledczego Łubianki (siedziba dawnego KGB, teraz FSB). Można powiedzieć sehr romantish 😬 Rok później ta uśmiechnięta dziewczyna wyszła za mnie. Dziś jest matką naszych dwóch córek, a dwa lata temu przeprowadziliśmy się do jej rodzinnego miasta Bangkoku, po 9 letnim pobycie w Polsce.

Przed przeprowadzką, co roku odwiedzaliśmy naszą tajską rodzinę, zatrzymując się w Bangkoku na 1-2 miesiące. Po przeprowadzce natychmiast uruchomiliśmy plan. Otworzyliśmy firmę wspierającą turystykę indywidualną na terenie miasta (The Sense of Bangkok), oraz agencję wspierającą handel między Tajlandią a Unią Europejską (The Sense of Market), co w momencie wybuchu epidemii i jej przykrych konsekwencji dla turystyki, pozwoliło nam rozwinąć tą drugą działalność.

Dziś działamy wyszukując solidnych tajskich producentów i polecając ich produkty, hurtowym odbiorcom w Unii Europejskiej.

W wolnym czasie, z zamiłowania do odmienności kulturowych, powstaje przewodnik sensoryczny po mieście, opisujący obyczaje jego mieszkańców. Będzie on połączony z aplikacją i poza zdjęciami, będzie bodźcował pozostałe zmysły, nie wyłączając tego szustego. Projekt w ostatecznej formie będzie nazywał się... "The Sense of Bangkok 🙂 zobacz, poczuj... zrozum".

Gdzie i jak mieszkamy

Iglica centrum 15 milionowego miasta. Miejsce łączące cztery dzielnice nowoczesnej części miasta. Nasz apartament znajduje się 300 metrów stąd, przy stacji kolejki nadziemnej BTS Ratchadamri. Można powiedzieć że mieszkamy w centrum rozgrzanego słońcem, tętniącego dźwiękiem klimatyzatorów i komunikacji miejskiej ulu 🤪

W dzielnicach centralnych dominuje wysoka zabudowa. Dwudziesto, trzydziesto piętrowe budynki apartamentowców, hoteli, biurowców oraz olbrzymie domy handlowe kładą długi cień, osłaniając przed palącym przez znaczną cześć roku słońcem.

Enklawą urbanistycznej zabudowy w niedalekiej okolicy jest Bangkocki Królewski Klub Sportowy (tor wyścigów konnych okalający pole golfowe i boiska do polo i krykieta) oraz Park Centralny Lumpini (miejsce sportu i rekreacji, na którego terenie mieszka ok 200 waranów, żółwie i około 30 gatunków ptaków). Poza odpoczynkiem to świetne miejsce dla obserwacji mieszkańców stolicy. Ludzie z pobliskich dzielnic zaczynają przekraczać żelazne bramy parku od godziny 5:30. Już od szóstej zaczynają się tutaj pierwsze zajęcia tai chi i jogging. 

W tym samym czasie, na ulice całego miasta wyjeżdżają wózki z napojami, owocami i kuchnie na kołach przygotowujące posiłki. Niektóre z nich zamieniają się w całkiem spore uliczne stołówki, specjalizujące się w jednym lub kilku daniach. Ich różnorodność, używane produkty i smaki które z nich powstają to temat na inny obszerny rozdział. W ciągu dnia niektóre wózki znikają, inne się pojawiają, jeszcze inne zmieniają miejsce lub dostosowują dania do pory dnia i pracują do późnych godzin wieczornych. Na noc też przyjdzie jeszcze pora.

Od godziny 7:00 do 9:00, w dzielnice centralne wlewają się masy ludzi. Nadciągają ze wszystkich stron, skuterami, samochodami, tuk-tukami, autobusami, kolejką nadziemną (Skytrain), metrem, tramwajami wodnymi wzdłuż kanałów. Ci sami ludzie są klientami wcześniej opisanych stoisk z jedzeniem w porze śniadaniowej, a w poże lanczu (od 12:00 do 13:00), wszyscy spotykają się ponownie aby skorzystać z ich usług. W ten części Azji, ze względu na pogodę i tradycje kulinarne, je się na ulicy. Dzięki temu jest ona żywa, pulsuje, ma swoje zapachy, a ludzie przywykli do wspólnego spożywania posiłków, co jest nieocenionym walorem społecznym. Po 16:00 następuje "odpływ", który klasycznymi środkami transportu trwa czasem nawet do 21:00. Ulica stoi zakorkowana, co tłumaczy popularność skuterów jako sprawnego środka transportu na "poziomie zero", czyli na poziomie ulicy. Bangkok ma takich poziomów transportowych sześć: dwa pod ziemią (metro), parter czyli Utica, oraz trzy poziomy estakad i kolei nadziemnej. Tak rozbudowana infrastruktura komunikacji, jest jednym z powodów dla których miasto, jest uważany przez przyjezdnych za bardzo skąplikowane, jednocześnie stanowi o jego specyfice i czyni je kompletnie wyjątkowym. W wielu przypadkach aby sprawnie dotrzeć na określone miejsce należy skorzystać nawet z 4-5 środków transportu (np. Taksówką lub tuk-tukiem dojechać do stacji kolejki nadziemnej, nią dojechać do przystani tramwaji wodnych, z tramwaju rzeką przesiąść się na taxi-skuter, aby po ok 50 min. dotrzeć do celu). Wielkość Metropoli i codzienna potrzeba przemieszczania się jej mieszkańców sprawia że Bangkok jest jedną z najbardziej zanieczyszczonych stolic na świecie. W porze suchej, którą charakteryzuje brak ruchu powietrza, smog można zobaczyć gołym okiem patrząc na oddalone nieopodal budynki. W tej porze roku najlepiej nie przebywać w mieście, jednak tak się składa że jest to jednocześnie sezon turystyczny. 

Animizm- duch jest wszędzie bo wszystko ma duszę

Tajlandia jest krajem przepełnionym nie tylko wiarą w słuszność buddyjskich zasad i ich praktykowania. Na każdym kroku spotkać można, a raczej nie da się tego nie zauważyć, wiele form bardziej pierwotnych od religijności. Animizm, magia i głębokie przekonanie jedności świata materialnego z duchowym są powszechne i traktowane tu są bardzo poważnie.

To co rzuca się w oczy przyjezdnych już od wejścia do taksówki na lotnisku i pierwszych obrazów po wyjściu na ulicę, to tajemnicze pismp, symbole, amulety, tęczowe wstęgi okalające drzewa, kapliczki. Te ostatnie stanowią największa zagadkę i warte są poświecenia kilku słów.

Lalka Luk Thep (anielskie dziecko)

W końcu znalazłem Luk Thep (anielskie dziecko) 😬, żywą lalkę do której został zaproszony duch, a w 2016 roku tajskie linie lotnicze z tego powodu wprowadziły obowiązek zakupu dodatkowego bilety dla ich właścicieli, którzy stanowczo odmawiali umieszczania lalek w schowku na bagaże. Wielu sadzało sobie lalkę na kolana i zamawiało im napoje i posiłki. Ponieważ inni pasażerowie czuli się niekomfortowo, lalki dostawały miejsce przy oknie, musiały mieć zapięte pasy przy starcie i lądowaniu. Właściciele chodzili z nimi na spacer, zakupy, do restauracji. Lalki w zamian za opiekę miały przynieść im sukces, pieniądze i miłość (taki wymagający poświęcenia amulet). Umieszczaniem ducha w lalce zajmują się mnisi i wróżbici, odprawiając specjalny obrzęd. I choć popularność Luk Thep przeminęła, zjawisko nadal istnieje. Na długo zanim Tajlandia oszalała na punkcie lalek Luk Thep, popularne był inne amuletet Kuman Thong. Pierwszy taki amulet stworzył legendarny bohater Khun Paen. Wyjął płód z łona żony, którą wcześniej zabił, zasuszył go, pokrył złotym lakierem (stąd nazwa Kuman Thong, złoty chłopiec), a szaman uwięził w nim ducha zmarłego dziecka. Khun Paen wykorzystywał jego moc, do ochrony przed zagrożeniem. Jeszcze w 2012 r. w Bangkoku aresztowano handlarza, który miał przy sobie sześć wysuszonych, pomalowanych złotą farbą męskich płodów. Na szczęście teraz, opiekuńczego ducha nie trzeba więzić w ludzkim płodzie, wystarczy umieścić go w lalce.